365 dni medytacji – wrażenia

Parę lat temu, w czasach gdy częściej przebywałem w środowisku rozwoju osobistego nieodmiennie dziwiła mnie jedna rzecz.

Z jednej strony praktycznie wszyscy zgadzali się co do wspaniałego wpływu medytacji na codzienne życie. Z drugiej zaś większość osób na pytanie czy praktykuje regularnie odpowiadała: „Nie, jakoś tak nie mam kiedy. Ale niedługo spróbuję”. Gdy zagajałem o to samo po upływie czasu, który spokojnie mógłby oznaczać niedługo, odpowiedź pozostawała bez zmian.

Mało kto praktykował, za to wiele osób prowadziło ożywione dyskusje nt. książek autorstwa Eckharta Tolle, Osho czy Kena Wilbera. Sam brałem w nich udział, choć przeczytałem może ze 2 książki na ten temat i bardziej udawałem, że się na tym znam niż rzeczywiście miałem coś do powiedzenia.

Po pewnym czasie poczułem że tego rodzaju rozważania są jałowe i nie wychodzą poza znany z buddyzmu drugi rodzaj mądrości. W końcu to nie czytanie książek i dyskutowanie miało redukować stres, układać myśli czy rozwijać uważność.

Zdecydowałem że chcę sprawdzić na własnej skórze czy efekty regularnej medytacji rzeczywiście są tak spektakularne. Miałem już sporo pozytywnych doświadczeń związanych z intensywnymi kursami medytacji Vipassana. W trakcie wyjazdów spędzałem na medytowaniu po 10 godzin dziennie przez ponad półtora tygodnia, a po powrocie czułem się świetnie. Z tego powodu do mojego rocznego wyzwania wybrałem właśnie tę technikę.

Dziś w dość osobisty sposób podzielę się z Wami moimi wrażeniami z tego eksperymentu.

Jak liczę rok medytacji?

Regularną praktykę zacząłem 16.10.2013 podczas pierwszego dnia mojego trzeciego kursu Vipassany. Do 27.10.13 medytacji było bardzo dużo, w ciągu 10 dni przemedytowałem ponad 100 godzin. Po powrocie z wyjazdu zszedłem do godziny dziennie. A właściwie nie do końca dziennie.

Świadomie popełniłem coś co przez wielu jest uznawane za ogromny grzech wprowadzania nawyków – robiłem przerwy.
Pierwszą moją decyzją było to, że nie będę medytował na wyjazdach. Zwiedzanie, imprezowanie czy spędzanie czasu z przyjaciółmi pochłaniało mnie wystarczająco mocno, abym nie miał potem ochoty na medytowanie.

Okres od końca października 2013 do dziś był dość intensywny pod względem krótszych i dłuższych wypraw, zaokrąglając trochę w górę mogę uznać, że odpadło mi na nie około 40 dni.

Poza tym ze 3-4 razy gdy byłem w Warszawie stwierdziłem, że dziś nie chcę medytować i odpuściłem. Z 5-6 z kolei byłem zbyt zmęczony, żeby medytować więc szedłem spać „na czczo”. Możemy zaokrąglić te 3 przerwy do 50 dni, które należałoby odjąć od przemedytowanych godzin.

Po odjęciu przerw pełne 365 dni – ze 3-miesięczną górką godzinową wyrobioną podczas obozu Vipassany – minęło mi gdzieś na początku grudnia 2014r. Wtedy też zacząłem powoli spisywać moje wrażenia po roku medytacji.

Co się u mnie zmieniło po roku codziennej medytacji?

Co najmniej parę rzeczy.

*Czas dla siebie
Ogromną zaletą regularnego medytowania jest to, że codziennie mam godzinę dla siebie. Niezależnie od treści dnia, jest moment w którym wyłączam telefon i przeznaczam czas na kontakt ze sobą. Nie z książką, filmem, sportem czy przyjacielem, tylko ze sobą.

Regularna medytacja pomogła mi wzmocnić kontakt z własnymi emocjami i przekonaniami. Niesie to za sobą ogromny wzrost szczerości wobec samego siebie. O wiele lepiej wiem czego chcę. I czego nie chcę.

Dużo łatwiej przyznać mi się do tego, że czegoś się boję czy wstydzę, a co za tym idzie – mogę jakoś na to zareagować, w przeciwieństwie do sytuacji gdy to przed sobą ukrywam. Poza tym czuję że podejmuję bardziej spójne z własnymi wartościami decyzje.

Wygospodarowanie w inny sposób czasu na to, abym np. codziennie siedział w fotelu i myślał o życiu byłoby w moim wypadku niemożliwe. Poza tym podejrzewam że szybko by mi się znudziło. Dlatego medytacja jest w tym wypadku idealnym rozwiązaniem.

*Motywacja do medytacji
Na początku było dość łatwo, bo byłem „rozgrzany” po wyjeździe. Kryzys przeżywałem koło 3-4 i 7-8 miesiąca.
Było to o tyle trudne, że podczas Vipassany poza błogim spokojem przeżywa się również negatywne emocje. Łatwo sobie wyobrazić jak kipiałem motywacją, aby się z nimi konfrontować, gdy wracałem do domu po ciężkim dniu.

Jednak zawsze gdy wytrwałem godzinę byłem zadowolony, że jednak zdecydowałem się usiąść. Trochę tak jak bywam zadowolony z siebie po treningu na który niespecjalnie chciało mi się iść. W tym momencie praktycznie codziennie czuje chęć pomedytowania. Odczuwam to jak naturalną potrzebę podobną do brania porannego lub wieczornego prysznica.

*Poczucie szczęścia
W tym obszarze czuję bezapelacyjnie największe zmiany. Mimo że ostatni rok był dla mnie zakręcony pod wieloma względami, bez najmniejszych wątpliwości przeżywam teraz najszczęśliwszy okres w życiu. Chociaż zdarzają mi się różne stresy czy momenty smutku, jest ich o wiele mniej niż było kiedyś. A poza tym trwają o wiele krócej.

Prawdopodobnie przyczyną jest to, że mniej komplikuję sobie życie przesadnym analizowaniem. Zamiast tego dużo więcej działam i mam kontakt z rzeczywistością, jakakolwiek by ona nie była. Nie bez znaczenia jest też to, że jestem bardziej tolerancyjny i chętniej szanuję ludzi dookoła, nawet jeżeli hołdują innym wartościom niż ja.

Poza tym co jakiś czas mam coś, co nazywam „wystrzałami szczęścia”. Dzieje się to zwykle nieoczekiwanie i polega na tym, że np. prowadzę samochód i nagle czuję się niesamowicie spełniony i szczęśliwy. Trwa to minutę-dwie i potem wracam do normalnego funkcjonowania.

*Spokój wewnętrzny
Zauważyłem ogromną poprawę na tym wymiarze. Znacznie mniej rzeczy mnie denerwuje, a gdy już się wkurzę, o wiele szybciej dochodzę do siebie.  O ile szybciej? Tak jak zwykle nakręcałem się przez 10-15 minut, to teraz rzadko wkurzam się dłużej niż pół minuty (choć mi się zdarza).

Co bardzo istotne – jest to spokój czysto wewnętrzny. Zmiana nie polega na tym, że całe dnie chodzę z twarzą pokerzysty i robię wszystko, żeby pokazać ludziom naokoło jaki to jestem spokojny. Wręcz przeciwnie – ku mojemu zaskoczeniu przez ostatnich parę miesięcy byłem bardzo ekspresyjny.

medytacji medytacja budkowski

*Świadomość
Dla wielu – zwłaszcza New Age’woców – najważniejszy element medytacji. Moim zdaniem bardzo szkodliwy, gdy wraz z nim nie rozwija się spokoju.

W kwestii świadomości zmieniło się to, że zauważam o wiele więcej subtelnych różnic i sygnałów. Odbywa się to w wielu obszarach – zarówno podczas prowadzenia coachingu, brania udziału w dyskusjach czy czytania książek biznesowych. Trochę tak jakbym miał bardziej przenikliwy umysł niż wcześniej. Często czuję się tak, jakbym widział sprawę z wielu stron na raz i o wiele, wiele, wiele łatwiej jest mi odstawić na chwilę na bok swoje przekonania.

Znacznie szybciej zauważam też gdy gubię uwagę, denerwuję się lub mam natłok myśli. Jak to bywa ze świadomością – ma to dwie strony medalu. Gdy zauważy się gonitwę myśli, bardzo łatwo zacząć brać w niej udział. Zwłaszcza na początku często mi się to zdarzało. Z czasem nauczyłem się dawać temu o wiele mniej uwagi i skupiać bardziej na innych rzeczach.

*Zmiany zachowania, odczuwania i myślenia
Tutaj trudno mi coś powiedzieć. Obserwuję że wiele się w moim myśleniu i działaniu pozmieniało, przy czym ze względu na charakter techniki (w której nie do końca wiadomo „nad czym” się medytuje) większość tych zmian była nieoczekiwana.

Zacząłem je dostrzegać, gdy w sytuacjach w których zachowywałem/czułem się w określony sposób od wielu miesięcy czy lat, zaczęło być inaczej. Dotyczy to zarówno spraw ważnych jak i tych typowo prozaicznych. Przykładem może być np. sprzątanie w kuchni które przez wiele lat zaniedbywałem lub odkładałem na potem, a pewnego dnia po prostu zacząłem robić to z automatu, niczym dodatkowo nie zachęcany.

*Sen
Spię około pół godziny dziennie mniej. Choć i tak śpię dużo :) . Bardzo często mam wyraziste sny, które rano pamiętam, czasami przechodzą wręcz w sny świadome.

Sama medytacja ma też inne, ważne zastosowanie. Jeżeli siadam do niej wieczorem, to pełni funkcję środka usypiającego. W sprawny sposób porządkuje myśli, dzięki czemu zasypiam w ciągu paru minut zamiast brać udział w całonocnym przeglądzie ciekawych myśli i pomysłów.

*Podejście do niepowodzeń
W Vipassanie musisz świadomie kierować uwagę. Co za tym idzie umysł często ucieka, więc jesteś narażony na liczne momenty frustracji. Nauczyło mnie to podchodzenia z większym dystansem do niepowodzeń.

Zamiast tego po prostu nadal robię swoje, do momentu gdy się uda. Inaczej traktuję teraz sport oraz realizację swoich planów. O wiele, wiele rzadziej mówię sobie „mam to w dupie!” i odpuszczam. Zamiast tego następnego dnia próbuje znowu.

*Pamięć
W trakcie medytacji rutynowo pojawiają się w głowie dawno nie myślane wspomnienia. Mam bardzo dobry dostęp do wspomnień o których zapomniałem, a czasami są to bardzo fajne historie. Poza tym o wiele łatwiej zapamiętuje mi się zdobywane informacje.

Mam tez trochę poczucie jakby mi się zwiększyła ilość RAMu, tzn. zasobów pamięci operacyjnej. Coś co kiedys było dla mnie bardzo zajmujace, teraz jest niewystarczająco stymulujące. Tak jakbym miał jeszcze bardzo dużo miejsca na inne rzeczy. Gdybym miał obstawiać to byłoby to lepiej funkcjonujące przetwarzanie semantyczne, przez co więcej informacji układam sobie na bieżąco.

*Ciało
Mam dużo bardziej rozluźnione ciało. Jest to zaskakujące o tyle, że znacząco bardziej rozciągnięte są też te partie mięśni, które nie są zaangażowane podczas siedzenia w medytacji czy uprawiania sportu. Mam też z ciałem lepszy kontakt.

Poza zaletami takimi jak np. zwiększone odczuwanie przyjemności, ma to tę wadę że gdy coś boli, to boli naprawdę wyraziście.  Trochę czasu mi zajęło zanim nauczyłem się w tych momentach przekierowywać uwagę na zewnątrz.

*Skupienie
Dużo lepsze, choć w pewnych obszarach. Poprawiło się głównie kierowanie uwagi do wewnątrz (pewnie dlatego że na tym polega ta medytacja), uwaga kierowana na zewnątrz zyskała ale znacznie mniej. Tak czy inaczej jeżeli intencjonalnie tę uwagę przekieruję na zewnątrz, to łatwiej mi ją utrzyma.

*Poczucie czasu
Mam bardzo silne poczucie jakby każdy dzień był gęstszy, miał znacznie więcej godzin niż 24. Gdy mijają dwa tygodnie, czuję jakby minął co najmniej miesiąc. Pozytywnie wpływa to na moją produktywność.

*Duchowe uniesienia
Coś czego wiele osób szuka w medytacji. Akurat Vipassana jest bardzo uziemioną techniką. Już na kursie powtarza się że wskaźnikiem postępów twojej medytacji nie są euforyczne stany, tylko spokój wewnętrzny.

I choć przeżywałem kilka ciekawych, bardzo przyjemnych stanów, to spora część przeżywanych w ostatnim roku duchowych uniesień wiąże się ze stabilnością. Od czasu do czasu mam uspokajające poczucie bycia „tylko człowiekiem”, które przydaje się zwłaszcza gdy do głosu dochodzi ambicja.

Co poza medytacją mogło wpłynąć na te zmiany?

Oczywiście w ciągu ostatniego roku z hakiem moje życie nie polegało tylko na medytowaniu. Dlatego przypisywanie wszystkich zmian jakie w nim zaszły jedynie medytacji byłoby błędne. Z pewnością różne doświadczenia życiowe, wykonywane przeze mnie ćwiczenia coachingowe czy rozmowy ze znajomymi miały tu niebagatelny wpływ. Trzeba też pamiętać, że samo wprowadzenie jakiegokolwiek nawyku pomaga zwiększyć poczucie kontroli nad swoim życiem.

Dlaczego więc wybrałem powyższe zmiany? Głównie dlatego, że w tych kategoriach odczuwałem postęp systematycznie przez cały rok. Nie twierdzę przy tym, że inne doświadczenia nie miały wpływu na dynamikę tych zmian – wręcz przeciwnie. Niemniej z braku możliwości zastosowania metod naukowych, wybrałem te które najbardziej prawdopodobnie – choć w części – wynikały z medytacji.

Czy medytacja jest dla wszystkich?

I tak i nie.
Proste skupianie na oddechu jako metoda redukcji stresu na pewno może zastosować każdy
Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że bardzo aktywne, dynamiczne osoby mogą mieć na początku pewne trudności z wysiedzeniem 20 minut, nie mówiąc o godzinie. Nie jest to jednak niemożliwe.

Praktyki mindfulness stosował m.in Michael Jordan, który słynął z niezwykle intensywnego trybu życia. Słynny koszykarz w ciągu jednego dnia umiał zrobić trening na siłowni, zagrać mecz w NBA, rozegrać partyjkę golfa, wystąpić na imprezie charytatywnej, odwiedzić umierające dzieci w hospicjum, a do tego rozgrywać z kolegami partie pokera do późnej nocy. I tak przez parę miesięcy.

Poza Twoim temperamentem istotny jest też cel jaki chciałbyś przy pomocy medytacji zrealizować. Jeżeli zależy Ci jedynie na doraźnej redukcji dużego stresu, to zdecydowanie bardziej polecam sport, a zwłaszcza bieganie. Medytację poleciłbym do redukcji mniejszych stresów lub jako uzupełnienie sportu.

Jeżeli z kolei chcesz wygospodarować czas dla siebie, mieć moment na zatrzymanie się i poukładanie myśli, spojrzeć na swoje życie z boku lub po prostu znaleźć świetne źródło kreatywności, to medytację zdecydowanie polecam.

Trzeba przy tym pamiętać że medytacja medytacji nierówna. Część z tego co jest sprzedawane pod tym hasłem to proste techniki relaksacyjne, które po prostu wykonywane są w pozycjach znanych z filmów o Tybetańczykach. Oczywiście są one pomocne, jednak niewiele mają wspólnego z medytacją wglądową. O różnicach pomiędzy nurtami medytacji będzie innym razem.

A kolejny wpis o tym w jaki sposób wprowadziłem nawyk medytacji do codziennego życia.

PS: Ostatnio przeżywałem kryzys wiary w regularne pisanie na blogu. Wydawało mi się, że czyta mnie garstka osób, a reszta wizyt które wyświetlają mi się Analyticsie to jacyś włoscy spamerzy. Po rozmowach ze znajomymi okazało się jednak, że sporo ludzi to robi, tylko rzadko komentuje i lajkuje. Jeżeli więc mnie czytacie – ujawnijcie się proszę pod tym wpisem w formie lajka, share’a lub komentarza :)

Recent Posts
Showing 14 comments
  • DDA
    Odpowiedz

    DDA medytacja nie pomoże, takim osobom potrzebna jest osoba w postaci „matki”, ktora mogłaby je przytulić i zaakceptować. Najpierw – zaspokajanie podstawowych potrzeb (popędów) jednostki DDA, a po rozwiązaniu problemów można próbować medytację.

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      Tak samo jak osobom ze schizofrenią czy depresją. Nie można traktować medytacji jako leku na całe zło, zwłaszcza w przypadku poważniejszych problemów.
      W wielu sytuacjach sensowniejszym wyborem jest np. psychoterapia, a medytacja – po konsultacji z terapeutą – może być stosowana jako metoda wspomagająca. Jednak nie powinna zastępować zastępować kontaktów z profesjonalistą, bo pełni inną rolę.

  • Paweł
    Odpowiedz

    Kryzys – nikt mnie nie czyta …. Maciej ? może by tak pisać dla pisania , czytelnicy to efekt uboczny :)

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      Hehe na początku myślałem, że mi się uda pisać tak po prostu, ale w końcu się człowiek przyzwyczaja do tych lajków i jak ich nie ma, to wydaje się że trafiło w próżnię :)

  • Marcin
    Odpowiedz

    Dzięki Maciek za to podsumowanie:)

    Zainspirowałeś mnie do regularniejszego medytowania.

  • Kasia
    Odpowiedz

    Zgodnie z prośbą ujawniam się :P
    Możesz polecić jakieś ćwiczenia dla początkujących – nie koniecznie godzinne ;)

    Pozdr

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      Dzięki!

      Zacząć można nawet od 5 czy 10 minut dziennie.

      Najprostsze ćwiczenie to skupienie na własnych płucach. Na tym jak wchodzi tam powietrze, utrzymuje się i wychodzi. Oczywiście w międzyczasie mogą pojawiać się różne myśli (czasami tak ciekawe, że nie można wręcz się w nie nie zagłębić), celem jest jednak powracanie z uwagą na płuca.

      Jak już z płucami będzie szło łatwo, drugi etapem jest skupienie na tym jak powietrze wchodzi przez dziurki w nosie :)

  • Adam
    Odpowiedz

    Oczywiście, że czytamy Maćku :) Świetnie piszesz i praktycznie.

  • Kasia
    Odpowiedz

    Medytacja pozwala uspokoić ciało i umysł, by zajrzeć głębiej w swoje wnętrze i odnaleźć w sobie ukryte rezerwy. Jednak, aby to zadziałało, na początku (co najmniej przez dwa miesiące) trzeba praktykować codziennie… http://kaciaryna.pl/medytacja-3-proste-techniki-medytacyjne-relaksacji-i-samopoznania/

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      Nie zgadzam się, że trzeba praktykować codziennie przez dwa miesiące, żeby poczuć pozytywne efekty medytacji.. Zwykle jest to dużo szybciej :). W dużej mierze zależy to również od techniki, którą medytujemy.

      W ramach update’u: Po długiej przerwie, ostatnio medytuję ok. 20 minut dziennie. Nie jest to dużo, ale zawsze coś :). Moja decyzja o akurat takiej długości wynika z metaanaliz badań nad medytacją: https://imprific.com/amitamin/the-science-of-meditation/

  • Olaf
    Odpowiedz

    Świetny wpis! Będę czytał:-)

Leave a Comment