Trzy rodzaje mądrości

Jak to jest, że można czytać książki pełne mądrości nt. życia i po chwili o nich zapominać? Godzinami analizować sytuację i nie dochodzić do żadnych wniosków? A potem jeszcze popełniać wciąż te same błędy?

Odpowiedź na to pytanie, która szczególnie do mnie przemowiła, pochodzi z buddyzmu. Trafiłem na nią parę lat temu podczas mojego pierwszego kursu medytacji Vipassana.

Zaznaczę przy tym, że moja wiedza nt. buddyzmu jest bardzo wąska.
Właściwie można ją streścić w dwóch, trzech cienkich książkach, które o buddyźmie przeczytałem. Dlatego choć niektóre ich idee są mi bliskie, nie nazwę się buddystą – głupio byłoby mi się identyfikować z grupą o której za wiele nie wiem.

Wspomniana odpowiedź polega na podziale mądrości (w języku pali – panya), rozumianej jako wiedza o sobie i otoczeniu, na trzy rodzaje. Mądrość zasłyszaną lub przeczytaną; mądrość wydedukowaną oraz mądrość doświadczoną. Aby ułatwić połapanie się o co w tym chodzi, tradycyjnie umieściłem ilustrujące tekst obrazki.

 

Mądrość zasłyszana

Mądrość zasłyszaną lub przeczytaną nazywa się w pali Suttamaya Panya. Jest uznawana za najbardziej powierzchowny sposób gromadzenia wiedzy o świecie.

Jak to wygląda w praktyce?
Siedzimy wieczorem w fotelu, czytamy książkę o asertywności i trafiamy na słowa „Każdy ma prawo do stawiania i obrony swoich granic”. Myślimy sobie „Hmmm… w sumie racja”.

Następnego dnia idziemy do pubu spotkać się ze znajomymi. Na spotkaniu jeden z naszych kolegów żali się, że nie umie się postawić koledze z pracy, który bardzo go denerwuje.
Wyciągamy z rękawa nasz cytat i mówimy z zadowoleniem: „Każdy ma prawo do stawiania i obrony swoich granic”.

Przy odrobinie szczęścia kolega weźmie sobie to zdanie do serca. Przy mniejszej odrobinie pokiwa głową i będzie robił tak samo jak przedtem. A jeśli los nam nie sprzyja, stwierdzi że naczytaliśmy się jakiś pierdół o psychologii i na siłę próbujemy zainteresować tym innych.

Nieporadność doradcy
Jeżeli zatrzymamy się na etapie Suttamaya Panya, to możemy być całkiem miłym doradcą. Nie oznacza to jednak, że sami umiemy się do swoich rad stosować.
Może być tak, że na spotkaniu drugi nasz kolega, który od paru lat wisi nam sporo pieniędzy, będzie chciał pożyczyć stówę. A my zapomnimy w mgnieniu oka o naszej mądrości a propos stawiania granic i wesprzemy finansowo, bez nadziei na zwrot, jego wieczorne hulanki.

Może też być tak, że tuż po przeczytaniu, gdy będziemy podnieceni naszym odkryciem, naprawdę się postawimy. W dłuższej perspektywie jednak odbije się to od naszych bieżących przekonań i wrócimy do starego sposobu działania.

Czasami wiedza to za mało :)

Czasami wiedza to za mało :)

Zatrzymanie się na tym etapie jest charakterystyczne dla klientów wszelkiej maści guru – duchowych, coachingowych, biznesowych. Ponieważ guru z założenia nie chce, aby jego odbiorcy myśleli zbyt samodzielnie, za pomocą różnych zagrywek zabija w zarodku wszelkie dyskusje i wątpliwości.

Taki klient zwykle bez głębszego zastanowienia cytuje słowa idola i z typowo neoficką zaciekłością go promuje. Może to być hasło „Jesteś zwycięzcą!”, które musi ciągle powtarzać sobie i wszystkim naokoło, bo w głębi duszy w nie nie wierzy. Może to być wiara w jakiś sposób inwestowania np. w nieruchomości. Opcji jest multum.

Szczególnym przypadkiem są tutaj odbiorcy guru duchowych. Przeważnie nie podchodzą do sfery duchowej praktycznie, zadowalając się teorią oraz ładnie brzmiącymi złotymi myślami. Dlatego nie medytują, nie pomagają w stołówkach dla bezdomnych, nie starają się zachowywać uważności na co dzień. Za to zajmują się powtarzaniem, że „Problemy to iluzja”*, co nie przeszkadza im się przejmować tym jak wypadną w towarzystwie czy wściekać na brak miejsca do parkowania .

*Miałem szczęście spędzić trochę czasu z ludźmi ze stażem medytacyjnym przekraczającym 10 tysięcy godzin. I rzeczywiście, gdy oni mówili „nie przejmuj się tym, to minie” miało to swoją moc. W przypadku osób ograniczających się do cytowania książek, były to jedynie słowa z papieru.

Podsumowanie
Podsumowując, ten rodzaj mądrości pojawia się w sytuacji, gdy jesteśmy biernym odbiorcą informacji, wiedzy czy złotych myśli. Jeżeli są one dobre, nawet zwykłe ich powtarzanie może być czasami pomocne. Dobrym przykładem jest tu np. znajomość różnych efektów psychologicznych, dzięki którym lepiej rozumiemy otaczającą nas rzeczywistość. Oczywiście warto zastanowić się skąd czerpiemy informacje czy teorie i wybierać tylko rzetelne, godne zaufania źródła.

Trzeba przy tym zaznaczyć, że w niektórych przypadkach samo poznanie teorii ma szansę zmienić nasze postrzeganie sytuacji. Przeczytanie zdania o „Prawie do stawiania granic”, zwłaszcza wypowiedzianego przez autorytet, może ograniczyć lub zmniejszyć poczucie winy osoby, która chce wreszcie postawić na swoim.

Aby tak się stało wymaga to zwykle głębszego zastanowienia się nad tym, co przeczytaliśmy. I w ten sposób przechodzimy do drugiego etapu, czyli mądrości wydedukowanej.

 

Mądrość wydedukowana

Mądrość wydedukowana lub przemyślana, czyli Chintamaya Panya.
Jest to głęboki sposób gromadzenia wiedzy.  Polega na aktywnym analizowaniu myśli, informacji oraz teorii, z którymi mamy styczność.*

* Nawiasem mówiąc – jeżeli aktywnie organizujemy informacje, to odciążamy umysł przeładowany danymi. A do tego lepiej zapamiętujemy przedmiot naszych rozmyślań. Bardzo przydatna rzecz dla osób, które mają poczucie przytłoczenia zbyt dużą ilością informacji.

Jak to wygląda w praktyce?
Siedzmy na naszym ulubionym fotelu i myślimy o tym, że ostatnio bardzo stresujemy się pracą. Po dłuższych rozmyślaniach odkrywamy, że chodzi o relacje z szefem.
Podczas kontaktów z nim kompletnie gubimy swoją pewność siebie. Nie opowiadamy o pomysłach czy projektach z pełnym przekonaniem. Zamiast tego w trakcie mówienia cały czas zastanawiamy się czy dobrze wypadniemy i zyskamy aprobatę szefa. Przez to mówimy o wiele mniej pewnie i w konsekwencji rzeczywiście nasz pomysł jest gorzej postrzegany.

Zwykle owocem rozmyślań jest obietnica złożona przed samym sobą, że „następnym razem zrobię inaczej”.

Racjonalne myślenie to nie unikanie emocji
Jeżeli zatrzymamy się na etapie Chintamaya Panya, przy kolejnej okazji doskonale będziemy wiedzieli co mamy robić. Będziemy też wiedzieli dlaczego lepiej zachować się w nowy sposób oraz co dokładnie powiedzieć.

Ale nie gwarantuje to, że nie zachowamy się po staremu, karcąc się potem w duchu „dlaczego nie zachowałem się inaczej?!”. Czasami takie przemyślenie sprawy i spojrzenie na nie z nowej perspektywy wystarcza, czasami nie.

Aby jednak w ogóle dojść do dobrego przemyślenia sprawy, trzeba w to włożyć trochę pracy.
Bierze się to stąd, że jako ludzie bardzo łatwo i chętnie wyciągamy pochopne wnioski. Dlatego w tej sytuacji należy dbać o odpowiednią higienę myślenia.
Skupić się na faktach i spojrzeć na sprawę z dystansu, czasami kwestionować pewne oczywistości. Naturalnie wiąże się to z pewnym wysiłkiem, przez co nie cieszy się to specjalną popularnością.

Brak higieny myślenia bywa ograniczający.
W naszym przykładzie moglibyśmy np. pomyśleć że stresujemy się, bo szef nas nie lubi, że ta firma jest do kitu, że nie nadajemy się do prezentacji i nie mamy daru przekonywania itp. itd. Taka interpretacja znacząco zmniejszyłaby nasze szanse na ograniczenie stresu w pracy.

Niektóre wnioski tylko pozornie sa dobre :)

Łatwo jest wyciągnąć wnioski, które brzmią sensownie. Zwłaszcza jeżeli akurat nam pasują. Jednak niekoniecznie oznacza to, że są one poprawne. :)

Praca nad rozwijaniem racjonalnego myślenia jest istotnym elementem coachingu oraz psychoterapii poznawczo-behawioralnej. Przy czym ten racjonalizm różni się nieco od tego, jak jest on rozumiany przez większość osób.

Racjonalizm często jest u nas łączony z przesadnym sceptycyzmem i trzymaniem się z boku. A jego symbolem jest wychudzony profesor w dużych okularach, który z ogromnym nadęciem i cynizmem uświadamia świat jak to pozjadał wszystkie rozumy.
Jednak jest to błędne postrzeganie. Racjonalne myślenie w żadnej mierze nie musi łączyć się z rezygnacją z zaangażowania, dwuznaczności czy przeżywania emocji.

Wręcz przeciwnie – jest dla nich dobrym wsparciem. Dzięki wyciąganiu poprawnych wniosków jesteśmy w stanie reagować (również emocjonalnie) na to co tak naprawdę się stało czy zostało powiedziane, zamiast żyć w świecie domysłów i interpretacji. Oczywiście część interpretacji zawsze zostanie, ale mając tego świadomość możemy potem rozmawiać o tym co się zadziało, jak to odebraliśmy i czy nam się to podoba czy nie.
W przytaczanym przykładzie z szefem zamiast chować do niego urazę, bo nas nie lubi, możemy skupić się na tym, by w trakcie prezentacji dać z siebie wszystko.

Gdy zaczynamy stosować nasze przemyślenia w praktyce, przechodzmy do trzeciego, ostatniego rodzaju mądrości – mądrości doświadczonej.

 

Mądrość doświadczona

Mądrość wyniesiona na drodze doświadczenia, czyli Bhavanamaya Panya.
Są to te momenty, gdy po pewnych doświadczeniach zaczynasz inaczej rozumieć, przeżywać i reagować w określonych sytuacjach.

Jak to wygląda w praktyce?

Wsadzamy rękę do ognia i wiemy już, że to boli. Pijemy pierwsze piwo i rano czujemy, że alkohol to nie tylko przyjemny szum w głowie. Mama odkrywa że zjedliśmy cały słoik Nutelli i dowiadujemy się, że kłamstwo ma krótkie nogi.

Taki rodzaj wglądu możemy powiązać z momentami w których „Naprawdę coś zrozumieliśmy”. I zmieniliśmy potem coś w naszym życiu niejako na stałe.

To nie muszą być rewolucyjne zmiany.
Może być tak, że zawsze się spóźnialiśmy. Ciągle mówiliśmy sobie że następnym razem wyjdziemy wcześniej, jednak nic to nie zmieniało. Gdy po raz kolejny przybyliśmy za późno i konsekwencje spóźnienia były naprawdę poważne (np. samolot który odleciał na wakacje bez nas), poczuliśmy że przelała się czara. Tego już za wiele.

I stwierdziliśmy, że naprawdę trzeba wychodzić 30 minut wcześniej, a nie ostatnich parę minut siedzieć przed komputerem. Odtąd jest dla nas całkowicie normalne, że wychodzimy z zapasem paru minut.

Co niezwykle istotne i rzadko zrozumiane – zdobycie tego rodzaju mądrości nie polega po prostu na przeżyciu.  Równie ważne co przeżycie jest wyciągniecie z tego odpowiednich wniosków, zgodnie z poprzednimi rodzajami mądrości.

Dlatego dobry trener omawia ćwiczenie np. metodą dyskusji zogniskowanej. Podobnie coach pomaga klientowi wyciągnąć wnioski podczas sesjii. A manager w trakcie tzw. lessons learned rozpoznaje dobre praktyki oraz pola do rozwoju przy kolejnych projektach.

Aby dokonać na podstawie doświadczenia realnej zmiany trzeba je zrozumieć, nadać mu sens i wyciągnąć wnioski. Każdy z nas ma tysiące różnych doświadczeń życiowych, z których nie wyciągaliśmy nigdy wniosków. Lub wyciągnęliśmy je tak jak Indianin poniżej.

Zbyt ogólne wnioski z doświadczenia utrudniają nasze życie :P

Zbyt ogólne wnioski wyciągane na podstawie doświadczenia miewają nieprzyjemne konsekwencje :)

Przykłady:

Znajomy stracił firmę, bo go oszukal wspolnik. Stwierdza „nie ma co w tym kraju robić interesów” i „ludziom nie można ufać”.
Ten wniosek nie jest poprawny, choć taki się wydaje. Dlaczego? Jest zbyt ogólny. W końcu są ludzie, którym interesy się udają. I są osoby (np. rodzice czy przyjaciele), którym ufamy.
Dlatego bliższym prawdy wnioskiem byłoby np. „Jeżeli się nie zabezpieczysz przed taką sytuacją, to możesz zostać oszukany” czy „Warto uważać przy doborze wspólnika”.

Inna sytuacja.
Kobieta koło 50tki zaczęła w końcu dbać o siebie. Zdecydowała że mimo dość trudnej sytuacji rodzinnej, jest to odpowiedni moment, aby podzielić się z mężem swooimi marzeniami. Ujęła to jednak dość niefrasobliwie: „Za kilka lat chcę wyjechać na stałe do egzotycznego kraju. I zrobię to z Tobą lub bez Ciebie.”

Reakcja małżonka była łatwa do przewidzenia – poczuł się urażony takim ultimatum przez co ich stosunki uległy pogorszeniu. Jaki wniosek wyciągnęła kobieta ze swojej niezręcznej wypowiedzi?
„Nie ma co mówić ludziom o swoich marzeniach”.

Kiedy i po co wyciągać poprawne wnioski

Przekonanie co do słuszności wniosków z doświadczenia jest takie samo w przypadku wyciągniętych poprawnie jak i niepoprawnie. Zwłaszcza gdy nie wiemy że trochę zbyt uogólniliśmy nasze doświadczenie.
Dlatego kobieta z historii była święcie przekonana, że naprawdę mówienie ludziom o swoich marzeniach to zły pomysł. A jej historia z mężem miała być na to koronnym dowodem. Jej poziom przekonania byłby podobny, gdyby stwierdziła „Trzeba uważać jak się mówi o tak ważnych decyzjach i pomyśleć co może poczuć druga osoba”.

Dlatego gdy ktoś mówi o rzeczach sprzecznych z naszym doświadczeniem np. o wynikach badań, sondaży czy wysokości średniej krajowej możemy reagować tak bardzo emocjonalnie.

Aby wyciągać poprawne wnioski trzeba nieco dystansu. Nie zawsze da się to zrobić tuż po silnym doświadczeniu – czasami po rozstaniu możemy myśleć „Związki nie mają sensu” czy po stracie dużej ilości pieniędzy że „Nie ma co inwestować”. W takiej sytuacji trzeba trochę odczekać, gdy emocje opadną. Ale mimo wszystko zająć się tymi wnioskami. Dlaczego?

Gdy emocje są silne, rosną szanse na stworzenie trwałego przekonania. Zwykle gdy te silne emocje są również negatywne, powstające przekonania mają nas chronić przed wystąpieniem takiej sytuacji po raz kolejny. Jeżeli jednak wnioski są wyciągnięte niepoprawnie, może to być wylanie dziecka z kąpielą.

Zdarzało mi się pracować z osobami, które żyły ograniczającymi wnioskami sprzed wielu, wielu lat. Nieudana próba wprowadzenia nawyku sprzed lat prowadziła do przekonania, że „Mam słabą wolę”, trudność ze znalezieniem pomysłu przez jakiś czas „Jestem mało kreatywna” itd.
Zamiast tego osoba z pierwszego przykładu mogłaby się zastanowić czy w ogóle poprawnie ten nawyk wprowadzała oraz czy był to odpowiedni moment na takie zmiany. Osoba z drugiego przykładu mogłaby pomyśleć czy akurat nie była zbyt zmęczona, czy jej metoda na pobudzenie kreatywności była skuteczna itp.

Jak widać rozwijanie tego ostatniego rodzaju mądrości jest wymagające. Jednak jest to droga warta przejścia, bo gwarantuje ona wprowadzanie realnych zmian do swojego życia. W przypadku samego zdobywania wiedzy czy aktywnego myślenia, bywa że jest to za mało.

 

Podsumowanie

Sama opisana powyżej koncepcja przemówiła do mnie o tyle, że w przystępny sposób porządkuje różnice w sposobach nabywania wiedzy oraz wprowadzania zmian.
Dzięki niej w prosty sposób można zobaczyć dlaczego warsztaty dają dużo lepsze efekty niż szkolenia, w których trener po prostu mówi. Dlaczego coaching czy uporządkowanie w głowie pozwala czasem wejść na inną orbitę myślenia. I dlaczego wyciąganie wiedzy z doświadczenia czasami jest pomocne, a czasem bywa kulą u nogi.

Oczywiście każdy z nas w różnych sferach swojego życia jest na różnych etapach panyi. Gawędziarz-erotoman może być świetnym, doświadczonym biznesmenem a szczęśliwa mężatka teoretyczką w kwestii zdrowia.
To co polecam, to szukanie autorytetów, które opanowały w swojej dziedzinie wszystkie trzy powyższe poziomy.

Pierwszy, bo istotne jest aby miały pewną wiedzę i kontakt z obowiązującymi teoriami. Drugi bo dobrze żeby potrafiły znaleźć dla nich zastosowania i krytycznie na nie spojrzeć. I wreszcie trzeci, bo mając doświadczenie mogą nas zawczasu uprzedzić o dobrych praktykach oraz najczęściej popełnianych błędach. Dzięki temu będzie nam łatwiej wprowadzić nowe umiejętności do codziennego życia.

Recent Posts

Leave a Comment