Medytacja i jej mity – część pierwsza

Medytacja. W ostatnich czasach bardzo popularne hasło. Po latach skojarzeń z brodatymi pustelnikami mieszkającymi w jaskiniach i sektami wciągającymi w swe szeregi nieświadomych nastolatków podczas letnich wakacji, wizerunek medytacji się zmienił.

W tej chwili kojarzy się z piękną kobietą siedzącą pod drzewem w obowiązkowej pozycji kwiatu lotosu z jeszcze bardziej obligatoryjnym błogim uśmiechem na twarzy. Wam nie?

Takie obrazki wyskakują po wpisaniu medytacja w Google:

medytacja budkowski

Przyznaję, czasem poza kobietą w roli głównej można trafić na medytującego psa lub przypakowanego kolesia czającego się za plecami naszej harmonijnej modelki.

Poza tym że jest to zabawne (zwłaszcza ten pies do mnie przemawia), wizerunek tego rodzaju niesie to za sobą określone oczekiwania osób zainteresowanych medytacją. Ci którzy chcą jej spróbować lub dopiero o niej czytali, zwykle mają już cały worek przekonań co do tego, jak ta medytacja będzie wyglądać i co takiego im da. W wyniku inspiracji powyższymi wynikami z Google oraz rozmowami ze znajomymi, wyodrębniłem kilka najpopularniejszych mitów medytacji.

Oto one:

1. Medytacja zawsze jest przyjemna.

2. Ludzie którzy medytują nie mają problemów.

3. W medytacji najważniejszy jest rozwój świadomości.

4. Siedząc pod drzewem poznam modela Abercrombie&Fitch.

5. Dzięki medytacji doznam oświecenia.

6. Medytacja sprawia że jestem lepszy.

7. W trakcie medytacji będę ładnie wyglądać.

8. Medytacja przyniesie efekty od razu.

9. Gdy zaczniesz medytować zmieni się świat wokół Ciebie.

10. Nauczę medytować mojego psa.

W część z nich parę lat temu sam wierzyłem. W międzyczasie spędziłem sporo czasu zarówno medytując jak i poznając ludzi ze środowiska medytacji. Z tego powodu czuję się wręcz zobligowany do wyjaśnienia powyższych mitów.  Zdecydowałem że zrobię to przed obiecanym opisaniem metod wprowadzania medytacji do codziennego życia.

Nie chciałbym, żeby ktokolwiek z rozpoczynających swoją przygodę z medytacją czuł się zawiedziony tym, że jego oczekiwania nie zostały spełnione. Wiem że taki zawód jest w stanie bardzo skutecznie zniechęcić do dalszej praktyki. Zanim przejdę do wytłumaczenia poszczególnych mitów, krótko o tym skąd one się w ogóle wzięły.

Dlaczego medytacja obrasta mitami?

Wiara w medytacyjne mity bierze się moim zdaniem głównie z dwóch rzeczy.

Pierwsza przyczyna to metody marketingowe.
Medytacja stała się produktem na sprzedaż. Na swoje nieszczęście trafiła do świata rozwoju osobistego, który jest pełen obietnic bez pokrycia. Zapowiedzi pięknego życia trafiają na płodną glebę niezaspokojonych potrzeb klientów.

W końcu każdy chciałby mieć poczucie wewnętrznego spokoju, czysty, jasny umysł i mało stresu. A jeśli do tego można by to osiągnąć w 2 dni za jedyne 999,99 zł? Brzmi super. Niestety zwykle tylko brzmi.

Drugim powodem jest nasza ludzka potrzeba znalezienia ostatecznego rozwiązania na wszystkie bolączki.
Podejrzewam że większość z nas słono by zapłaciła za w 100% sprawdzony przepis na dobre życie. To jest zresztą jedna z przyczyn nieśmiertelnej popularności artykułów i książek z cyklu „Jak żyć?”.

Rzecz w tym że tu nie ma jednej odpowiedzi. Życie jest wielowymiarowe i to, że będę świetny w medytacji nie sprawi, że nagle znajdę super pracę, stworzę wspaniałą rodzinę i zamieszkam na Karaibach. Medytacja wprawdzie wpływa pozytywnie na wiele obszarów życia, jednak od siedzenia w ciszy nie nauczysz się przecież występowania przed publicznością, negocjacji czy obsługi Excela.

Poza tym sam proces medytacji może wyglądać zupełnie inaczej, niż to sobie wyobrażasz.

Medytacyjne mity

1. Medytacja zawsze jest przyjemna

To przekonanie prawdopodobnie ma swoją genezę w pięknych zdjęciach pięknych pań, zalewających Google. Czy przedstawiają prawdziwy obraz medytacji? Zależy jak na to spojrzeć.
Rzeczywiście mogę powiedzieć, że po skończeniu medytacji praktycznie zawsze czułem się dobrze (a na pewno lepiej niż gdy do niej siadałem). Jeżeli miałbym do czegoś porównać to uczucie, to byłoby to wzięcie (mentalnej) kąpieli po długim, męczącym dniu.

Różnie jednak bywa z tym co dzieje się pomiędzy rozpoczęciem i zakończeniem medytacji. Gdyby ten proces był zawsze jednoznacznie przyjemny, to medytacja szybko stałaby się równie popularna co seks, czekolada i seriale HBO.

Muszę przy tym zaznaczyć, że są takie medytacje, których wykonywanie jest praktycznie zawsze przyjemne. Zwykle są to medytacje mantrowe (gdzie w głowie lub na głos powtarzasz jakąś frazę lub sylabę), relaksacyjne (na bazie technik relaksacyjnych) i prowadzone (gdzie podążasz za pytaniami lub opowieścią prowadzącego).

Oczywiście jest to ich spora zaleta i dzięki temu cieszą się niesłabnącą popularnością. Są bardzo dobrym rozwiązaniem ad hoc, gdy chcesz w krótkim czasie oczyścić umysł.

W dłuższej perspektywie jednak nie zapewniają one tylu wglądów co inne techniki. Bierze się to stąd, że w pewnym sensie „dodajesz” coś do tego, co akurat myślisz czy czujesz. Tym czymś może być dźwięk na którym masz się skupić, wizualizacja czy podążanie za prowadzącym.

Jak wyglądają inne techniki?* Zwykle polegają na obserwacji oddechu lub ciała, do tej kategorii należy zresztą praktykowana przeze mnie Vipassana.
Te techniki mogą być przyjemne, zwłaszcza gdy udaje nam się długo utrzymać uwagę. Mogą też być nieprzyjemne, gdy frustrujemy się trudnościami z jej utrzymaniem.

*Technik medytacyjnych jest oczywiście o wiele więcej. Wprowadziłem własną, uproszczoną klasyfikację na potrzeby tego tekstu.

Poza tym jest jeszcze inny wymiar. Ponieważ w trakcie medytacji nie dodajesz nic z „zewnątrz”, jesteś otwarty na swoje aktualne myśli, emocje i doznania, zarówno przyjemne jak i nieprzyjemne.

Czy za ewentualne niedogodności jest przewidziana jakaś nagroda?

Tak.
Po pierwsze – medytacja polegająca na obserwacji oddechu lub ciała ćwiczy zdolność do kierowania uwagi. Według mnie będzie to jedna z najważniejszych umiejętności w XXI wieku. W dzisiejszych czasach mnóstwo bodźców walczy o nasze zainteresowanie i trzeba umieć wybierać tylko te, które są aktualnie istotne.

Zdolność do selektywnej uwagi ma na tyle duże znaczenie, że jej pomiar stosuje się w ramach rekrutacji do akademii izraelskich służb powietrznych. Adepci którzy osiągają lepsze wyniki w testach uwagi znacznie częściej z sukcesem kończą tę niezwykle wymagającą szkołę (Gopher, 1982). Z kolei kierowcy autobusów, którzy osiągają wyższe poziomy w testach uwagi powodują mniej wypadków. (Kahneman, Ben-Ishai, Lotan, 1973)

Obok ćwiczenia uwagi jest jeszcze jedna zaleta tego rodzaju medytacji. Prowadzą one do wielu ciekawych wglądów i pomysłów  Ponieważ myślisz te myśli, które zwykle są zagłuszone przez różne rozrywki czy troski, możesz spojrzeć na wiele spraw z zupełnie innej strony. Medytacja wymagająca obserwacji ciała lub oddechu jest bardzo wydajnym źródłem kreatywności oraz potencjału do rekonstrukcji poznawczej, czyli zmiany spojrzenia na daną sytuację.

Podsumowując to w paru słowach – medytacja jest generalnie dość przyjemna, a zwłaszcza moment tuż po. Medytacje polegające na obserwacji są zwykle mniej przyjemne, jednak zapewniają rozwój zdolności kierowania uwagi, więcej ciekawych wglądów i – w mojej ocenie – bardziej długoterminowe efekty.

2. Ludzie którzy medytują nie mają problemów

Poznałem sporo osób z dużym stażem medytacyjnym. W niektórych wypadkach  przekraczającym kilka tysięcy godzin.

Po tym krótkim wstępie z pełną odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że też mają problemy.
Trzeba im przy tym oddać, że prawdopodobnie o wiele, wiele mniej niż przeciętny Kowalski.

Nie zmienia to jednak faktu, że znam osoby, które miały za sobą długie kursy medytacji, a mimo to generowały dużo konfliktów w rozmowach z innymi. Byli też tacy, którzy traktowali medytację jako ucieczkę od codziennych problemów. Medytacja sprawiała, że nie musieli myśleć o braku perspektyw, chłopaku, który ich rzucił czy o pracy której nie lubią.

Oczywiście każdy z nas ma prawo odsapnąć od codziennych problemów. To że ktoś medytuje zamiast uprawiać sport, imprezować czy oglądać TV nie jest niczym złym. Przytaczam te przykłady tylko po to, żeby pokazać że ludzie którzy medytują (nawet bardzo długo) też mogą mieć problemy.

medytacja budkowski

Niektórzy postrzegają medytujących jak skały, których nie da się ruszyć. Każdy jednak ma swoje własne słabości.

Dlaczego mimo tylu godzin spędzonych na medytacji wciąż czasami są nieszczęśliwi? Z prostego powodu, o którym mówiłem na początku – medytacja nie jest najlepszą metodą do rozwiązania wszystkich ludzkich problemów. 

A nawet jeżeli by była, to nie działa równie szybko co inne rozwiązania, bardziej precyzyjnie dostosowane do źródeł problemu.

Prawie każdy nurt medytacji (poza prowadzonymi) działa na poziomie bardzo ogólnym. W jej nie trakcie nie skupiasz się na konkretnym problemie. Przypomina to trening ogólnorozwojowy na siłowni. Taki trening jest bardzo wartościowy, pod warunkiem że wszystkie partie mięśniowe masz rozwinięte w miarę po równo.

Jeżeli jeden z Twoich mięśni jest bardzo osłabiony względem reszty lub wręcz kontuzjowany, to warto  w pierwszej kolejności skupić się na nim. Lub zajmować się resztą równolegle, ze szczególnym uwzględnieniem tego obszaru, który wymaga według Ciebie najwięcej pracy.

Do znudzenia powtarzam, że najważniejsze jest poznanie własnych potrzeb i wyznaczenie celów, które chcemy realizować. Wtedy dobór metody – niezależnie od tego czy to będzie warsztat, medytacja, joga, coaching czy psychoterapia jest już bardzo prosty. Tak jak proste jest zrobienie zakupów, gdy już wiesz co chcesz ugotować na obiad.

Spotkałem parę lat temu osobę, która miała za sobą tysiące godzin medytacji. A mimo to ciągle się z kimś kłóciła, często z całkowicie bezsensownych powodów. I takiej osobie warsztat interpersonalny dałby w sferze komunikacji o wiele więcej niż godziny spędzone w ciszy. Z kolei komuś kto przeżywa na co dzień stany lękowe bardzo pomogłaby psychoterapia. A temu kto chce realizować jakiś swój cel – coaching.

Trzeba pamiętać, że medytacja sprawia że układasz myśli w głowie i się uspokajasz, jednak za jej pomocą nie rozwiązujesz konkretnych problemów. Nie siadasz do medytacji z myślą– dobra chcę się przestać klócić z żoną/wymyśleć nowy produkt/przestać być nieśmiały. Można tak zrobić i mieć ciekawe efekty, tyle że wtedy medytacja staje się kontemplacją.

Dlatego w wielu wypadkach zwykłe zastanowienie się nad sytuacją, pójście na coaching, szkolenie lub psychoterapię jest dużo lepszym rozwiązaniem niż zamknięcie się w jaskini.
Pod moją relacją z regularnej medytacji pojawił się komentarz, że nie jest to najlepsza metoda dla DDA. Abstrahując od samej definicji DDA (która jest dość kontrowersyjna) jest to oczywiście prawda. Medytacja nie jest najlepszą metodą do rozwiązania wszystkich ludzkich problemów.

3. W medytacji najważniejszy jest rozwój świadomości.

W opisie swoich wrażeń po roku medytacji wspominałem już ten wątek. Świadomość jest uznawana – zwłaszcza w środowisku New Age – za najważniejszą cechę człowieka. Jeżeli trochę poprzebywasz w tym gronie, to możesz usłyszeć kierowane do innych komplementy typu „Ale świadomy z niego człowiek” czy”Jest na wysokim poziomie świadomości” W wielu wypadkach oznacza to po prostu, że ćwiczy jogę i nie je mięsa.

Czy jednak świadomość jest jedynym wskaźnikiem postępów w medytacji?

Nie.

medytacja budkowski

Czasem konsekwencje rozwoju (samo)świadomości mogą być nieoczekiwane.

 

Sama świadomość np. własnych niedoskonałości, natury problemu itp. nie  zawsze jest dobra. Dlaczego? Jeżeli zdarzyło Ci się kiedyś zastanawiać czy powiedzieć cioci, że zupa ci nie smakuje, to wiesz o co chodzi.

Tak samo jest z nami – nie zawsze uświadomienie sobie prawdy w danym momencie życia jest najlepsze. Jeżeli akurat życie mi się wali, a ja mam się dowiedzieć jeszcze, że np. jednak jestem odpowiedzialny za sytuację za którą winiłem innych, to szanse ze konstruktywnie sobie z tym poradzę są niewielkie.

Dlatego wiele nurtów medytacji traktuje świadomość oraz stabilność umysłu jak dwa skrzydła samolotu. Muszą się rozwijać równomiernie. Jeżeli będziesz miał dużą świadomość, ale niską stabilność to będziesz widzieć dużo problemów*, które wywołają jedynie panikę.

*Uświadamiasz sobie oczywiście też pozytywne rzeczy. Odnoszę się tutaj do negatywów, bo to one bywają przyczyną późniejszych trudności.

Sytuacja niskiej świadomości i dużej stabilności też nie jest dobra. Jej przykładem jest np. chłopek-roztropek, który jest bardzo spokojny i czuje się niezwykle bezpiecznie ze swoim światopoglądem. Tyle że nie zdaje sobie sprawy, że nie przystaje on do rzeczywistości i ignoruje sygnały mówiące mu, że świat działa trochę inaczej niż sobie wyobraża.

Mówiąc krótko – rozwój świadomości (siebie i otoczenia) jest bardzo istotnym elementem medytacji, dobrze jednak dbać również o nasz spokój wewnętrzny.

4. Siedząc pod drzewem poznam modela Abercrombie&Fitch

Może być ciężko. Większość facetów na wyjazdach medytacyjnych to raczej szczupli faceci w kolorowych ciuchach z bransoletkami, bardzo odlegli od bieżących trendów odzieżowych. Rzadko ktoś wita Cię tam słowami „Cześć maleńka, dobrze wyglądasz”. Nadzieja w tym że wraz ze wzrostem popularności medytacji i upowszechniania jej w środowisku biznesowym, trafi w końcu do modeli Abercrombie.

 

 

Na dziś to już koniec. Zapraszam do kolejnej części w której przyjrzymy się oczekiwaniu na efekty medytacji, słynnemu oświeceniu oraz wpływie medytowania na środowisko zewnętrzne :)

 

Bibliografia:

Gopher, D., A Selective Attention Test as a Predictor of Success in Flight Training, Human Factors: The Journal of the Human Factors and Ergonomics Society Human Factors: The Journal of the Human Factors and Ergonomics Society, April 1982 no. 2 173-183

Kahneman, D.; Ben-Ishai, R.; Lotan, M., Relation of a test of attention to road accidents, Journal of Applied Psychology, Vol 58(1), Aug 1973, 113-115.

Recent Posts
Showing 10 comments
  • Adam
    Odpowiedz

    Super, dzieki

  • nie koniecznie z new age
    Odpowiedz

    Mam inne doświadczenia dotyczące punktu 3. – świadomość a stabilność. Dla mnie to są różne nazwy tego samego zjawiska. Świadomość jest to sam akt postrzegania, czysta „przestrzeń”, bez zawartości. Ta „przestrzeń” to właśnie spokój wewnętrzny. Ta „przestrzeń” to również tło dla wszystkiego czego możemy być świadomi, „miejsce” gdzie odbywa się wszystko, gdzie się rodzi z chwili na chwilę. To „miejsce” równie dobrze można nazwać świadomością co spokojem wewnętrznym, stabilnością, lub jakkolwiek jeszcze sobie wymyślisz.

    Możesz to nazwać również sobą, jeżeli to czujesz. Jeżeli wejdziesz głębiej w to „miejsce”, w ten akt postrzegania a nie tylko powierzchownie na ułamki sekund od czasu do czasu, to uświadomisz sobie, że jesteś to Ty. Uświadomisz sobie to złe słowo – ta „wiedza” (bardziej czucie niż wiedza) sama wskoczy na Ciebie.

    • nie koniecznie z new age
      Odpowiedz

      Przejrzałem jeszcze raz Twój wpis. Piszesz o świadomości:

      „Sama świadomość np. własnych niedoskonałości, natury problemu itp. nie zawsze jest dobra.”

      Piszesz tutaj o przedmiotach świadomości a nie o świadomości. Dlatego jest ta rozbieżność.
      Świadomość ma przedmioty: wszystko co się w niej znajduje.
      Jest jeszcze „podmiot świadomości” – Ty nim jesteś.
      Rozwój duchowy tak naprawdę polega na zaprzestaniu identyfikowania się z przedmiotami świadomości i bycie sobą – podmiotem.
      To właśnie jest najgłębsza samoświadomość, inne to fałszywe monety – wydają się prawdziwe ale takie nie są. To ułuda – kłamstwo, które sam podtrzymujesz i kosztuje Cię to dużo energii. Medytacje mają za cel zaprzestanie podtrzymywania tych kłamstw.

      Na razie może nie wydawać się dla Ciebie to słuszne ale jeżeli dalej będziesz rozwijał się duchowo (niekoniecznie przez 20 lat;)) przekonasz się, że bzdurą jest „nie zawsze uświadomienie sobie prawdy w danym momencie życia jest najlepsze”

      • Maciek Budkowski
        Odpowiedz

        Nie do końca łapię co chcesz tutaj powiedzieć. Jasne dla mnie jest że świadomość ma przedmioty i to, że momenty pełnej samoświadomości są tym do czego w medytacji się dąży.

        Nie jestem w stanie połączyć tego z zacytowanym fragmentem. Czy dobrze rozumiem, że twierdzisz że „Zawsze jest dobry moment na uświadomienie sobie prawdy”? Jeżeli tak, to jak odniósłbyś się do przykładowej sytacji osoby, która ma depresję i myśli samobójcze i może dowiedzieć się że np. partner ją zdradza w tej chwili lub za tydzień, gdy już trochę ochłonie?

        Nie rozumiem również po co wrzucasz tutaj paternalistyczny ton w stylu „Na razie nie wiesz jak jest, ale trochę się tym zajmiesz, to zrozumiesz”, który moim zdaniem jest nie na miejscu.

        • Nie z new age
          Odpowiedz

          „ma depresję i myśli samobójcze i może dowiedzieć się że np. partner ją zdradza w tej chwili lub za tydzień, gdy już trochę ochłonie?”

          Załamałby się jeszcze bardziej gdyby się dowiedział od razu. Tylko, że taka informacja to nie rozwój świadomości, tylko zdobycie nowej wiedzy i dopisanie jej do swojej historii i kolejnego jej(historii) wałkowania. Jeżeli tak by się stało to jest to znaczący spadek a nie rozwój świadomości. Jego świadomość zostałaby przytłoczona natłokiem myśli, nie zostałoby przestrzeni.
          Jeżeli człowiekowi z depresją udałoby się zwiększyć świadomość tę o której mówią nauki duchowe, to nie zostałby przytłoczony. Miałby pewien, nawet niewielki, dostęp do przestrzeni. Być może pozwoliłoby mu to spojrzeć na fakty z innej perspektywy: tu jestem ja, tu sytuacja a tu moja jej interpretacja. Sytuacja jest zawsze neutralna, nieneutralna jest tylko jej interpretacja oraz dołączanie jej do historii pod tytułem „nieszczęśliwy ja”, która to jest tylko historią, niczym więcej. Przy większym poziomie świadomości każda prawdziwa informacja nie jest zła. Każda pomoże lepiej zrozumieć siebie oraz sytuację, każda pomoże w życiu jeśli się jej nie przestraszymy.
          Tutaj nie zgadzamy się tylko z powodów rozumienia pojęć. Krytykujesz niektórych „uduchowionych” za nacisk na pewną kwestię i jako kontrargument podajesz przykład, który tej kwestii nie dotyczy. Więc tutaj również się zgadzam z tym co pisałeś, tylko z rozróżnieniem rozwoju świadomości oraz zdobywania wiedzy. Zgadzam się, że dla tego człowieka pozyskanie informacji bez rozwoju świadomości mogłoby okazać się katastrofą. Zgadzam się, że niektóre środowiska kładą nacisk na nieodpowiednie kwestie w rozwoju osobistym, zapominając o innych kwestiach i pochwalam zwracanie na to uwagi.

          • Maciek Budkowski

            Ok, to już widzę gdzie pojawia się element braku porozumienia. Zgadzam się całkowicie, że gdy Twoja świadomość jest pełna to informacje stają się neutralne.
            Sensowne byłoby tu rozróżnienie na uświadomienie sobie czegoś – w przytoczonym przykładzie byłoby to dostrzeżenie przez depresanta pewnych sygnałów zdrady, na które wcześniej nie zwracał uwagi – oraz na pełną świadomość tzn. gdy rozumiem, że ta sytuacja mnie nie definiuje i nie musi powodować cierpienia. Nazywam je obie rozwijaniem świadomości, choć oczywiście tylko ten drugi rodzaj ma sens duchowy. Niemniej zanim pojawi się ten drugi, czyli pełna świadomość i zrozumienie, zwykle jest poprzedzony przez pierwszy, czyli dostrzeżenie pewnych niezawaużalnych wcześniej faktów.
            Stąd chyba nasza różnica zdań :)

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      W pewnym stopniu się zgadzam. Jeżeli w danym momencie Twoja świadomość jest niezakłócona, stabilność przychodzi sama. Używam podziału z powodów bardziej pragmatycznych niż filozoficznych.
      Moim zdaniem ogromnym problemem całego środowiska związanego z medytacją jest postrzeganie tej czynności/stanu umysłu przez pryzmat doświadczeń innych osób, zwykle bardzo doświadczonych mnichów. Często prowadzi to do bezmyślnego powtarzania haseł (Tak jak opisałem to tutaj http://www.budkowski.com/madrosc-trzy-rodzaje/) lub problemów z kontynuacją własnej pratyki. Przejawia się to np. przez porównywanie własnych doświadczeń z tymi opisywanymi w książkach wedle reguły „Skoro to powinno być takie czyste i niezakłócone, to może robię coś źle?”. A często jest tak, że wszystko jest ok. Tylko że trzeba poświęcić temu więcej czasu.

      Podobnie jest w przypadku stabilności i świadomości. To prawda że gdy przeżywasz moment czystej świadomości to Twój umysł jest stabilny. Jednak zanim do niego dojdziesz w trakcie medytacji lub w biegu codziennych spraw, te pojęcia się rozdzielają. Ze względu na fakt że świadomość nie jest tak głęboka. Dlatego moim zdaniem ten podział jest bardzo ważny w rozumieniu tego jak wygląda droga rozwoju w medytacji.

      • Nie z new age
        Odpowiedz

        Nie chciałem głosić filozofii, opisuję swoje codzienne doświadczenia. Moim zdaniem, oczywiście mogę się mylić, w tym kontekście te wyrazy i parę innych są synonimami. W nauczaniu duchowym (w moim jego interpretacji) świadomość, stabilność, teraźniejszość to wyrazy mające wskazywać na tę samą „rzecz”, która nie jest rzeczą i nie może być nazwana, za to można ją odkryć w sobie. Nie są to żadne cuda ani sztywne terminy tylko wskazówki nakierowujące. W języku codziennym, czy w psychologii mają one inne znaczenia, w mojej prywatnej praktyce mają znaczenie wskazówek, które prowadzą do tego samego. Jeżeli podążam we właściwym kierunku i staję się odrobinę bardziej świadomy, staję się równocześnie bardziej stabilny, bardziej obecny w tu i teraz, bardziej kochający, bardziej żywy, bardziej sobą itp.
        Zgodzę się jednak, że ten podział, mimo iż uważam go za nieprawdziwy, może mieć praktyczne zastosowanie i rozumiem teraz dlaczego może być pomocny. Więc przyznaję rację. Wskazywanie na pewne aspekty świadomości/stabilności/teraźniejszości może być jak najbardziej przydatne ludziom. Teraz, po zastanowieniu, rozumiem potrzebę wskazywania na te aspekty. Jest to jak najbardziej słuszne nakierowanie ludzi.

  • Darek
    Odpowiedz

    Jeśli chodzi o mnie to, rzeczywiście uświadamianie sobie swoich wad, błędów i tego jak skrzywdziłem inne osoby jest bardzo trudne i wywołuje we mnie poczucie zagubienia i niestabilności. Jest to dla mnie mocny cios obuchem w głowę. I lepiej jest taką świadomość dozować sobie powoli. Ja chciałem na już, na szybko, dokonać jakiegoś rozwoju. Tymczasem dowiedziałem się o sobie rzeczy, którymi nie nie za bardzo mogę się pochwalić. Niemniej jednak cieszę się, że to wszystko widzę. Daje mi to jakąś podstawę do zmian. Tylko trudno to znosić. Ufam, że z czasem nauczę się z tym wszystkim żyć.

Leave a Comment