Premierowy wpis

W końcu ruszyłem z blogiem.
To moja pierwsza notka, więc zacznę od krótkiego wyjaśnienia o czym i po co będę pisał. Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej na mój temat, to najlepiej wejść w sekcję O mnie.
Moją motywację do pisania bloga najlepiej zobrazuje krótka historia.

Marzec 2013. W mediach ogromne zamieszanie. W wyniku bardzo niefrasobliwego połączenia telewizji n i Cyfry+ firma z dnia na dzień traci tysiące klientów.
Akcja na facebooku Anty nC+ zbiera kilkadziesiąt tysięcy fanów. Dyrektor marketingu nowo powstałej telewizji zostaje wyrzucony. W rozmowach z dziennikarzami dementuje jakoby miało to związek z niezadowoleniem abonentów.
Ostatecznie w ciągu pół roku NC+ straciło około 200 000 abonentów. Przy średniej cenie najtańszych pakietów na poziomie 40zł daje to zmniejszenie pochodzącego z subskrypcji przychodu o minimum 96 milionów złotych rocznie.

Czytam jeden, drugi artykuł na ten temat. Patrzę na co narzekają klienci i jestem zaskoczony tym, co widzę. Bo parę miesięcy temu uczyłem się o tym na studiach.

Efekt obdarowania, status quo, reaktancja – tyle mechanizmów psychologicznych do wykorzystania, większość wykorzystana bardzo źle.
Gdyby człowiek odpowiedzialny za zmianę pakietów telewizyjnych zajrzał do „Psychologii Ekonomicznej”, oszczędziłby firmie kilka(naście/dziesiąt) milionów.
To był moment w którym zrozumiałem, że wiedza psychologiczna nie jest tak powszechna, jak mi się wydawało. Stąd pomysł na bloga, aby ją przybliżać i pokazywać w jaki sposób można z niej mądrze korzystać.

Jakby nie patrzeć mamy wrzesień 2014, a nie marzec 2013. Przez ten czas pomysł trochę ewoluował. Dlatego poza samym przedstawianiem wiedzy psychologicznej przydatnej w biznesie oraz życiu codziennym, będzie też sporo o coachingu, którym zajmuję się od paru lat. Jestem typem człowieka, który jak słucha teorii to zaraz wyobraża sobie sytuacje, gdzie może ona zadziałać (lub nie). Stąd wszelką wiedzę będę starał się okraszać przykładami z życia.

Co jeszcze? Moje prywatne opinie. Czy wg. mnie coaching się opłaca, co sądzę o młodych i starych coachach, karierze, niezależności, ludzkich problemach, medytacji, nowej fryzurze  etc.

Ok, to już wiadomo co będzie. A czego w takim razie nie będzie?

Złotych myśli.
Łatwo jest napisać „Jeżeli chcesz być szczęśliwy, przestań się martwić”*. Sporo osób lubi czytać tego rodzaju hasła (ja czasami też) , bo dają poczucie, że wracamy na właściwe życiowe tory.
Bywa że na moment dostajemy pozytywnego kopa i np. przestajemy się martwić.  Rzecz w tym że na dłuższą metę to zazwyczaj nie pomaga.

*analogicznie „Dbaj o swój biznes”, „Nie przejmuj się tym, co mówią inni”, „Walcz o realizację swoich marzeń” etc.

Jeżeli znacie osobę, która po przeczytaniu tekstu „Przestań się martwić” naprawdę na stałe przestała się w życiu martwić, to dajcie mi do niej kontakt – chętnie się dowiem jak to zrobiła :) . O wiele częściej czytanie złotych myśli nie znajduje finału w czynach, co trafnie pokazuje ten obrazek.

Dlaczego to nie działa na dłuższą metę? To trochę tak jakby kupić szafkę w Ikei i w instrukcji zobaczyć jedynie zdanie: „Złóż pasujące do siebie elementy i przykręć śrubki”. Trudno się nie zgodzić z tą radą, ale przez swój wysoki poziom ogólności nie jest ani odkrywcza, ani pomocna. Problem ze złotymi myślami polega na tym, że zwykle są osierocone przez szczegółowe wyjaśnienia. Nie zawierają odpowiedzi na pytanie „Jak to zrobić?”. Tym różnią się od konkretnych rad, które są gotowe do wprowadzenia w życie.

Muszę się jednak zgodzić, że bywają w życiu momenty, kiedy aforyzm może trwale rozszerzyć nasz sposób myślenia. Sam kilka razy coś takiego przeżyłem. Zwykle jednak jest to poprzedzone głębszym przemyśleniem danego zdania i wybraniem sytuacji oraz sposobów na wprowadzenie tego w życie. Na tym polega specyfika złotych myśli – są podane na tak ogólnym poziomie, że mogłyby sprowokować do myślenia o tym, jak można je odnieść do siebie. Tyle że w codziennym pośpiechu przeważnie zdążymy tylko pokiwać głową, stwierdzić „Prawda…” i pójść dalej.

Jak widać nie mam nic przeciwko złotym myślom samym w sobie. Jeżeli czyta się je dla przyjemności – jak najbardziej popieram.
Jeżeli miałyby służyć jako główne narzędzie do znajdywania rozwiązań na trudności życiowe czy biznesowe – polecam bardziej konkretne metody.

Teorii i metod wyssanych z palca.
Byłem kiedyś na zajęciach u pewnego bardzo znanego, polskiego „międzynarodowego coacha”. Z ogromną ekscytacją opowiadał, że (bardzo niejasno napisany) skrypt do naszego szkolenia za parę tysięcy złotych przygotowuje w nocy, przed każdym z kolei dniem szkoleniowym. Utrzymywał, że to oznaka profesjonalizmu.

Dyplomatycznie rzecz ujmując – według mnie nie jest to oznaka profesjonalizmu.
Dlatego teorie które będę opisywał, mają oparcie w badaniach psychologicznych. Jeżeli będę pisał o swoich hipotezach i pomysłach, to to zaznaczę.
Podobnie z metodami – będą one albo przebadane naukowo albo co najmniej przetestowane przeze mnie. Oczywiście nie jest to czasopismo naukowe, więc forma będzie dość luźna.

Nudy.
Tego nie mogę obiecać, ale postaram się, żeby było ciekawie. Jeżeli w tekście nie będzie miejsca na coś prawdziwie frapującego, to mam na podorędziu pokaźną kolekcję zabawnych memów, cytatów i linków, które zbieram (zawsze lepiej zbierać to niż lateksowe syrenie ogony).

Co do częstotliwości moich wpisów – planuję, aby notki pojawiały się w niedzielne wieczory i postaram się to założenie utrzymać. Pierwszy tekst już w tę niedzielę.
Jeżeli chcecie być na bieżąco, polajkujcie fanpage bloga w ramce po prawej stronie!
Od czasu do czasu będę tam wrzucał coś ekstra.

Mam nadzieję, do przeczytania!

lets do it2

Recent Posts

Leave a Comment