Czy istnieje coś takiego jak „znaki od Wszechświata”?

Znaki od Wszechświata. Chyba każdy o tym słyszał.

Prawdopodobnie najważniejszym krzewicielem tej idei jest Paulo Coehlo. Ulubieniec internetu pisał o nich tak:

„W życiu wszystko jest znakiem – odrzekł Anglik, zamykając broszurę, którą czytał. – Wszechświat przemawia jednym tylko językiem, mogą go rozumieć wszyscy, tyle że wszyscy o nim zapomnieli”.

Szybki googling przyniósł jeszcze takie opisy znalezione na różnych blogach:

znaki2

blog – treborok

znaki1

blog – zwnętrza

Trzeba uczciwie przyznać, że podane fragmenty mogą być za krótkie, aby zorientować się o co w tym wszystkim chodzi. Dlatego wypunktowałem główne założenia teorii znaków pochodzących od Wszechświata:

1. Każdy człowiek ma przypisaną jedną, prawidłową ścieżką, którą powinien podążać

2. Istnieje Wszechświat, który sprawuje pieczę nad życiem każdego człowieka

3. Wytrwale, pomimo braku posłuchu, wysyła on ludziom sygnały, aby podążali swoją ścieżką.

4. Osoby które nią pójdą zostaną nagrodzone wspaniałym życiem.

Nie wiem jak Wam drodzy czytelnicy, ale mi to przypomina kalkę z realiów Disneyowskich bajek . Czy w takim razie jest to tylko magiczne myślenie? A może jest w tym wszystkim ziarno prawdy? O tym w następnych akapitach.

Parę słów o znakach

Znaki o których słyszy się najczęściej pochodzą albo od kosmitów albo od Boga. Według niektórych to nawet jedno i to samo. Temat znaków jest również podejmowany przez SuperExpress oraz zespoły Disco Polo z lat 90.*

*Nie sądziłem że ta piosenka była aż tak tandetna… 

Oczywiście w przytaczanej teorii chodzi o innego rodzaju znaki. Modelowy przykład takiej sytuacji wygląda tak:
Idziesz ulicą zastanawiając się czy wyjechać do Indii i nagle spotykasz hindusa.
Chcesz zmienić pracę i spotykasz kolegę, który mówi że akurat ma u siebie w firmie dobry wakat.
Jesteś po rozstaniu, przechodzisz obok miejsca do którego chodziłeś przed laty ze swoją pierwszą dziewczyną i nagle ją spotykasz.

Niektórzy powiedzą, że to znak od losu/niebios/wszechświata, bo takie przypadki się nie zdarzają. Inni będą twierdzić wręcz przeciwnie, że to najzwyklejszy w świecie przypadek, których każdy z nas doświadczył bez liku. Wynik tego sporu nie ma jednak znaczenia, bo w rozważaniach trzeba uwzględnić jeszcze jeden bardzo ważny czynnik. Ludzki.

Znaki nie zawsze takie oczywiste

XIX-wieczny filozof Soren Kierkegaard chcąc nazwać odczucie niepokoju związane z podjęciem decyzji, sięgnął po określenie znane dziś jako „trwoga Abrahama”.

Sartre tłumaczył je tak:

„Znacie tę historię: anioł rozkazał Abrahamowi złożyć w ofierze własnego syna. Wszystko byłoby w porządku, gdyby rzeczywiście anioł przybył i powiedział: ty jesteś Abrahamem, ty złożysz w ofierze swego syna. Lecz każdy mógłby zapytać: przede wszystkim czy to naprawdę anioł i czy ja naprawdę jestem Abrahamem – Kto mi to udowodni? […]”

Trwoga polega na tym, że nigdy do końca nie wiesz czy znak, który dostajesz jest tym, za co go bierzesz. Poczciwy Abraham mógłby pójść ze swoimi wątpliwościami jeszcze dalej. „Czy to nie żart? Może Bóg testuje czy złamię przykazanie? A co jeśli to diabeł? Może mam omamy?” i tak bez końca.

Tak samo jest z wszelkiego rodzaju „znakami od Wszechświata”.

Zakładasz firmę i od samego początku masz pecha. A to dostawca zawalił, a to komputer się popsuł, potem zachorowałeś.
I teraz pytanie – czy to znak, że powinieneś odpuścić? A może to po prostu „test od Wszechświata” i znak że powinieneś próbować dalej? To już zależy wyłącznie od Twojej interpretacji.

znak3

Szukanie znaków czasem oznacza ucieczkę od pokonywania napotykanych trudności.

A Twoja interpretacja jest narażona na liczne błędy. Chociażby zjawisko torowania, które polega na tym, że jeżeli ostatnio myślałeś o wyjeździe, to będziesz zauważać więcej związanych z tym bodźców – napisów, osób, przedmiotów. Większość z nas zna to z życiowego doświadczenia:

Jak kupisz samochód określonej marki, nagle zauważasz że w mieście jest ich pełno. Gdy słyszysz, że kolejni znajomi spodziewają się dziecka, wszędzie dostrzegasz wózki i kobiety w ciąży. Kiedy zastanawiasz się nad zmianą pracy, w oko wpadają Ci liczne oferty w gazetach czy rozmowach ze znajomymi. Liczba samochodów, kobiet w ciąży i ofert pracy się nie zmieniła. Zmieniło się po prostu filtrowanie Twojego mózgu.

Więc gdy zastanawiasz się nad wyjazdem do Indii i spotykasz hindusa, może być tak że droga do zauważenia go w gąszczu ludzi została utorowana przez Twoje myślenie o wyjeździe. Gdy szukasz pracy to częściej poruszasz ten temat ze znajomymi,
więc szansa że akurat ktoś powie o fajnym wakacie jest większa niż gdy ten temat się w rozmowach nie pojawia. A jeżeli spotykasz byłą dziewczynę obok Waszej ulubionej restauracji i sądzisz, że to znak to może to znak… że chciałbyś się w coś zaangażować.

Szukanie samochodów niebędących żółtą taksówką jest jak szukanie znaków. Im dłużej będziesz się na nich skupiał, tym łatwiej będzie Ci znaleźć kolejne.

Nie ma tutaj obiektywnej odpowiedzi. I na tym polega bezużyteczność znaków. Nawet jeżeli faktycznie byśmy je dostawali, pozostaje jeszcze pole na nasza interpretację ich znaczenia. Jeżeli zinterpretujesz znak w jedną lub drugą stronę, sam będziesz radził sobie z konsekwencjami tej decyzji. Nie zwalisz winy na „świat”, „wszechświat” czy „nieświadomość”, bo nawet nie za bardzo wiadomo gdzie się udać ze skargą.

Krzyczenie w niebo też raczej nie pomaga, chyba że jesteś Jimem Carreyem. Wszelka niejasność jest wyjaśniana już przez Ciebie. A Ty – w odróżnieniu od ‚nieomylnego Wszechświata’ – masz prawo się pomylić.

Skoro więc wiara w znaki nie daje jednoznacznych odpowiedzi to czy ułatwia w jakiś sposób życie?

Po co komu znaki?

Na pewno uprzyjemnia. Wedle tej teorii pójście za drogowskazami wszechświata jest trochę jak dogorywająca już wizja pójścia na studia. Wiadomo że jak to zrobisz, to będzie dobrze. Przyjemniej się żyje z wiarą, że istnieje jedyna słuszna droga, która gwarantuje nam długie i szczęśliwe życie.

Poza tym przyjemnie żyje się z myślą, że cały Wszechświat został tak skonstruowany, aby się nami opiekować. Gdziekolwiek pójdziesz nie masz poczucia że jesteś sam. Cały czas czuwa nad Tobą dobry wujek Wszechświat, niczym rodzina nad ukochanym dzieckiem. Jest to wizja bardzo przyjemna, jednak dość egocentryczna.

Dodatkowo pojawia się poczucie spójności, które towarzyszy podążaniu za znakami.
Jeżeli wierzysz że ścieżka, którą zmierzasz jest jedyną właściwą, to nie musisz podejmować decyzji, nie masz wątpliwości, nie rozważasz co by było gdyby itd. A życie bez wątpliwości jest z pewnością przyjemne.

Skoro więc jest tak przyjemnie, to czy jest w ogóle sens rezygnować z wiary w te znaki? Moim zdaniem tak.

Dlaczego odradzam wiarę w znaki

Mówiliśmy o tym, że znaki pozwalają Ci się czuć, bezpiecznie. Jakby życie było ekscytującym rollercoasterem,  gdzie nieraz krzyczysz z podniecenia i przerażenia, jednak cały czas jedziesz po torze, na którym nic złego nie może Ci się stać.

Wielokrotnie przekonywałem się, że powszechne obawy i lęki dotyczące świata są mocno przesadzone. Jechałem ponad 100 razy autostopem i nic mi się nie stało. Poznawałem narkomanów, dilerów, ludzi którzy niedawno wyszli z więzienia i można było z nimi normalnie porozmawiać. Parę lat temu zaufałem dwóm poznanym na ulicy hindusom i ostatecznie wylądowałem w domu ich szefa, otoczony ludźmi którzy namawiali mnie na przemycanie diamentów. I też jakoś żyję.

Przy czym dzięki temu że sam podejmuję decyzję zamiast szukać znaków, nie jestem naiwny. Wiem że to była jazda po bandzie i czasami ryzykowałem. Ale byłem w stanie to ryzyko oszacować, przyjrzeć się osobie z którą rozmawiam, ocenić na ile jestem w stanie ewentualnie się obronić itd.

Gdybym ślepo wierzył w znaki, to możliwe że zdecydowałbym się na jeszcze bardziej ryzykowne rzeczy, które niekoniecznie skończyłyby się dobrze. Także można nie wierzyć w znaki i nadal robić spontaniczne i ekscytujące rzeczy. Wiąże się to z odpowiedzialnością za podejmowaną decyzję, ale można się do tego przyzwyczaić.

Poza tym wspominaliśmy, że wiara w znaki sprawia, że nie musisz się zastanawiać. Czekasz na znak (a właściwie swoją interpretację znaku ;)) i po prostu za nim idziesz. Problem w tym, że wtedy oddajemy proces podejmowania decyzji na zewnątrz.* A to zdolność do podejmowania autonomicznych decyzji jest tym, co czyni z nas niezależnych ludzi.

*Chyba że traktujesz znaki jako zwykłą sugestię, coś do rozważenia. Lub podejmujesz świadomą decyzję o tym, że wierzysz w znaki, ufasz im i chcesz aby to one Cię prowadziły. Bierzesz przy tym na siebie wszystkie ewentualne konsekwencje takiej drogi. 

Odnoszę wrażenie że przeważnie osoby które wierzą w znaki, chcą aby po prostu potwierdzały one słuszność drogi, którą chcą pójść (lub niesłuszność tej, którą pójść się boją). Jak gdyby pojawienie się znaków miało stanowić gwarancję od świata, że uda im się osiągnąć to, czego tak naprawdę pragną. Wskazówki sprzeczne z ich dążeniami z kolei mają pokazać, że ich obawy i wątpliwości są uzasadnione i mogą odpuścić realizację tego celu.
budkowski znaki wszechświat
Przykładowo: Mężczyzna zastanawia się czy odejść z pracy i założyć własną firmę. W naturalny sposób obawia się tej decyzji, bo jest obarczona sporym ryzykiem. W międzyczasie słyszy od dwóch znajomych przedsiębiorców, że będą musieli zamknąć działalność, bo im nie idzie. Stwierdza że to znak i odpuszcza z ulgą swój pomysł. Zamiast zwyczajnie zidentyfikować ryzyko, oszacować je, znaleźć metody jego ograniczenia i dopiero wtedy, mając przed oczami taki plan, zdecydować czy chce go realizować.

Gdy odrzuci się wiarę w znaki trzeba oswoić się z niepewnością dotyczącą naszych decyzji czy celów. Da się z tym jednak dobrze żyć, trzeba tylko w miejsce poszukiwania znaków wstawić dobre planowanie oraz bliski kontakt z własnymi potrzebami.

Podsumowanie

Tytułowe pytanie okazało się być źle zadane. Nie udzieliłem odpowiedzi na to czy istnieją znaki od Wszechświata, bo choć jest to według mnie bardzo mało prawdopodobne, nie jestem w stanie tego ostatecznie zweryfikować. Jednak nawet gdyby rzeczywiście istniały, to moim zdaniem są całkowicie bezużyteczne. Bo ostatecznie i tak sami (dość losowo) je interpretujemy oraz podejmujemy własne decyzje.

Dzięki temu jednak jesteśmy niezależnymi ludźmi. Takimi którzy nie muszą chodzić po mieście czekając na znak od świata, tylko mogą wziąć życie w swoje ręce. Mogą też wziąć odpowiedzialność za własne decyzje, co pozwala uczyć się na własnych błędach i sukcesach, zamiast pomstować na cały świat.

Jaki więc z tego wniosek? Nie ma co rezygnować z poszukiwania znaków. Jednak zamiast wypatrywać ich na zewnątrz, lepiej poszukać ich w środku. W naszych własnych uczuciach, pragnieniach i potrzebach. A potem zastanowić się jak je zrealizować.

PS: Jeżeli podoba Ci się artykuł, polub też fanpage :)

Recent Posts
Showing 6 comments
  • Krzysiek
    Odpowiedz

    Dziękuję za bardzo wartościowy wpis :)

    Chciałbym się odnieść do fragmentów tego tekstu.
    Chyba że traktujesz znaki jako zwykłą sugestię, coś do rozważenia -> często tak reaguję, czy jest to zdrowe? Dodam, że od sekretów i inne głupoty omijam szerokim łukiem :)

    Z tekstu wynika, że miałeś bardzo ciekawe przygody. Co one Ci dały i czy dzięki temu lepiej poznałeś siebie? Może te znaki są przereklamowane, ale czy warto poznawać siebie, czy da się poznać siebie, aby wiedzieć jak reagujesz, co możesz zrobić ze sobą, aby zareagować inaczej? Wiedzieć jak na co dzień funkcjonujesz. Czy podróżowanie po świecie, z niewielką ilością gotówki i zdany głównie na siebie pozwala na takie odkrycia? :)

  • Maciek Budkowski
    Odpowiedz

    Miło mi to słyszeć :)

    Uważam że taka reakcja jest okej – jeżeli coś się powtarza kilka razy (np. ciągle spotykamy tych przykładowych hindusów), to można to potraktować jako inspirację do przemyśleń nt. tego czy by pojechać do Indii, zrobić z nimi biznes lub po prostu zjeść coś w indyjskiej knajpie :)

    Moim zdaniem jak najbardziej warto poznawać siebie, a najłatwiej to zrobić przez doświadczenie. Bo gdy siedzimy w domu na kanapie, to może nam się wydawać że w jakiejś sytuacji zachowamy się w określony sposób, natomiast trzeba to przeżyć aby się przekonać. Historia badań psychologicznych jest usiana licznymi przykładami niespójności pomiędzy naszymi deklaracjami a faktycznym zachowaniem :)

    Co do podróżowania to zdecydowanie tak :)

  • Maciek we Francji
    Odpowiedz

    Oj, Maciek hehe.

    Przeintelektualizowane.

    Ciekawe, ale przesada : Ty probujesz intelektualnie „zrozumiec” smak miodu.

    W Indiach byles, a nadal nie kumasz…

    Co do MG to moze byc jednoczesnie geniusz, a z drugiej bipolar, to sie nie wyklucze hehe. Bo na natemat znalazlem Twoj link.

    Madry jestes, ale madrosc inteletualna nie odkryje zagadki wszechswiata…

    Tylko ze : jesli pragniesz wierzyc ze nie MA znakow , to Wszechswiat/Bog/ Visznu/Opatrznosc utwierdza Cie w tym przekonaniu :-)).

    Matrix ma pulapki dla debili , sredniakow i dla madrali takich jak Ty ! ;-)

    A stopem jezdzilem duzo wiecej od Ciebie. I zgadzam sie z Toba w tej kwestii.

    serdecznie,
    Howghw !

    imiennik

    PS Udowodnij ze nie jestes robotem/botem/kotem/ no dobra, tyle ! najlepszego warszawskiemu „bobo” zycze.

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      Moja wizyta w Indiach tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że poziom zrozumienia duchowości przez przeciętnego Hindusa jest bliższy naszym moherom niż Dalai Lamie :). Twój przykład ze smakiem miodu jest niespecjalnie trafny. Moja analiza dotyczy tego czy znaki od Wszechświata istnieją obiektywnie. Nie neguję że ktoś je czuje (tak jak np. smak miodu). Ale to że „czuję że Wszechświat mnie do tego prowadzi” w wielu wypadkach służy jako zgrabne wyjaśnienie i uwznioślenie własnych lęków, popędów czy potrzeb. Bądź zwykła niechęć do wzięcia odpowiedzialności za własne życie przeplatana potrzebą czucia, że „jest coś jeszcze”. Nie twierdzę że emocjonalnie nie jest to przyjemne. Ba, nie twierdzę nawet że znaków na pewno nie ma. Ale żebym uwierzył, musiałbym zobaczyć eksperyment który by to potwierdził. :)

  • Agnieszka
    Odpowiedz

    A co jeśli nasz życie zatacza koło? Minął rok i w moim życiu dzieją się te same wydarzenia mniej więcej w tym samym czasie co wcześniej, znowu spotykam tych samych ludzi, z którymi już nie miałam kontaktu i nie wiem dokąd to zmierza… Nawet propozycje padają te same, jakbym czegoś nie zrobiła? Pozdrawiam!

    • Maciek Budkowski
      Odpowiedz

      Cześć! Trudno mi powiedzieć co dokładnie może tutaj się dziać, bo trochę mało wiem na temat Twojej sytuacji. Jeżeli miałbym obstawiać coś w ciemno, to postawiłbym na efekt potwierdzenia.

      W praktyce wygląda to tak:
      1. Po raz pierwszy obserwujesz wydarzenie podobne do tego sprzed roku.
      2. Zaczynasz szukać więcej tego typu powtórzeń.
      3. Zauważasz ich więcej.

      Prawdopodobnie w trakcie tego naciągasz kryteria. Tj. coś nie zdarzyło się równo 365 dni temu, ale 300 i i tak kwalifikujesz to jako „mniej więcej rok temu”. Wydarzenie nie jest identyczne, natomiast jest bardzo podobne i traktujesz je jak identyczne. Itp. Itd.

      Istnieje też oczywiście szansa że akurat tak się złożyło i naprawdę te wydarzenia powtarzają się niemalże w tym samym czasie. Jest takie prawdopodobieństwo – bardzo niskie, ale jest. Tak samo jak niskie jest prawdopodobieństwo wygranej w Lotka, ale czasami jednak ktoś wygrywa :)

Leave a Comment