Życzenia z odzysku

Zastanawiałem się jakie życzenia tutaj złożyć.
Piszę głównie o coachingu, więc teoretycznie powinienem życzyć samych sukcesów, spełnienia zawodowego czy realizacji planów. W międzyczasie dostałem SMSa z kasyna, w którym byłem ze znajomymi z rok temu i nieopatrznie zostawiłem obsłudze numer telefonu (żeby dostać za darmo jakiś alkohol, kanapki czy coś takiego). W SMSie wyjątkowo – zamiast zaproszenia na loterię w której można wygrać wycieczkę do Las Vegas i złoto – otrzymałem życzenia.

 „Niech wigilijny karpik dostarczy smaku zwycięstwa. Niech choinka pachnie sukcesem, a Nowy Rok rozdaje z każdym dniem karty pozytywnych emocji. Życzy Twój PALACE”.

To ostatecznie zniechęciło mnie do pisania o sukcesie i tym podobnych.
Tak w ogóle bardzo lubię składać życzenia i kupować prezenty. Mam wtedy moment na to, aby naprawdę dobrze zastanowić się co  by moich znajomych uszczęśliwiło. Na co dzień raczej nie zadaję sobie takich pytań, częściej myślę „Gdzie się widzimy?” „Co robimy w weekend?” „Co dobrego będziemy jeść?” itd.

Zdecydowałem że sięgnę po życzenia, które napisałem rok temu na facebooku pod wpływem historii o I Wojnie Światowej, którą przeczytałem. Nie przepadam za wykorzystywaniem dwa razy tego samego tekstu. Ale ostatecznie to i tak lepsze niż wierszyki z Mikołajami. Stąd w tym roku – życzenia z odzysku:

Dwa czy trzy lata temu siedziałem na Wydziale Psychologii na przedświątecznych zajęciach z dr Romanem Zawadzkim. Roman Zawadzki był bardzo specyficznym wykładowcą – ostatecznie przestał pracować na Uniwersytecie ze względu na fakt, że jego zajęcia były „nieakademickie”. Często poruszaliśmy trudne, niepopularne i nienaukowe tematy, a zajęcia przybierały formę luźnej dyskusji.

Przy czym sam Roman był całkowicie nienaruszalny w swoich (notabene dość kontrowersyjnych) poglądach, nawet jeżeli argumenty wypowiadane przez nas były celne. Przy tym wszystkim był  głęboko wierzącym człowiekiem. Na przedświątecznych zajęciach składał nam życzenia przypominając, że Wigilia to czas pojednania.

Mocno zdenerwowałem się na te słowa. Odpowiedziałem z irytacją, że są ludzie, którym nie podałbym ręki.
„Przecież Wigilia to czas przebaczenia.” – odparł.
To zdanie utkwiło mi w pamięci. Rzadko myślałem o świętach w ten sposób, zwykle był to dla mnie po prostu czas prezentów i spotkań z rodziną. Nie zauważałem, że to jedyny w dzień w roku, gdzie – mimo mieszkania w kraju podejrzliwości i braku zaufania – każdy, nawet najbiedniejszy dom zostawia dodatkowe nakrycie. Dla osoby która nie ma z kim tej Wigilii spędzić.

Do dziś ten dzień jest dla mnie szczególny. Przez tych parę lat trochę się u mnie pozmieniało i rzadko czuję do kogoś długotrwałą niechęć. A nawet jeśli już ją czuję, w Wigilię zawsze staram się myśleć ciepło o wszystkich dookoła.

O babci, która pomimo naszych pełnych brzuchów gorliwie zachęca do jedzenia kolejnych pierogów, bo chce się czuć dla nas ważna. O dziadkach, których historii słucham po raz dziesiąty, bo wiem że chcieliby nadal pozostać istotnymi osobami w naszym życiu. O bracie który często wstaje za późno przez co musimy pędzić, żeby zdążyć do Łodzi na czas. I o moich rodzicach, którym tak bardzo zależy na fajnych świętach, że czasami zapominają o ostatecznym celu tego dnia i zaczynają się spierać o jakieś głupoty.

Poza moją osobistą historią, Wigilia jest dla mnie szczególna też z innego powodu.
Jestem pacyfistą wychowanym na Vonnegucie, Remarque i Hellerze. A dziś wypada 100. rocznica świątecznego zawieszenia broni. Jednego z najpiękniejszych wydarzeń pierwszej próby samobójczej zachodniej cywilizacji.

Na początku I Wojny Światowej na froncie brytyjsko-niemieckim, znajdującym się na terenach Belgii, obie strony prowadziły żmudną walkę pozycyjną. Żadna z armii nie chciała otwarcie atakować, co prowadziło do długich, niewiele poza kolejnymi poległymi wnoszących walk. Przez wiele miesięcy front przesuwał się o paręset metrów w jedną lub drugą stronę. Żołnierze siedzieli sfrustrowani na swoich okopanych pozycjach, czując bezsens sytuacji w której się znaleźli.

Jednak w Wigilię 1914 roku na moment się to zmieniło. Brytyjczycy oraz Niemcy poczuli coś, co dziś możemy nazwać prawdziwą, świąteczną atmosferą. W wielu miejscach, niezależnie od siebie, żołnierze zdecydowali się zorganizować zawieszenie broni. W akcji wzięło około 100.000 żołnierzy obu stron konfliktu.

Jedna z historii uczestnika tamtych zdarzeń opowiada o niemieckich żołnierzach, którzy zaczęli dekorować świeczkami choinkę oraz obszar wokół swoich okopów. Po zakończeniu dekoracji wojskowi zebrali się, aby wspólnie śpiewać kolędy.
Przebywający po drugiej stronie frontu Brytyjczycy nie pozostali dłużni i odpowiedzieli Niemcom własnymi kolędami.
Po chwili obie strony zaczęły wykrzykiwać do siebie świąteczne życzenia.

Na ziemi niczyjej, rozciągającej się pomiędzy obozami obu armii, przez cały wieczór żołnierze spotykali się, składając sobie życzenia, wymieniając się alkoholem, papierosami i drobnymi prezentami takimi jak nakrycia głowy czy guziki od mundurów. Zabierali poległych i rannych kolegów, aby móc zapewnić im właściwe traktowanie. Takie wydarzenia, w żaden sposób odgórnie nie planowane, miały miejsce na całej linii frontu, zbierając tysiące żołnierzy rozciągniętych na setkach kilometrów.

christmas truce

Wodzowie armii m.in generał Charles de Gaulle czy brytyjski generał Horace Smith-Dorien byli zaniepokojeni ideą bratania się z wrogiem i zabronili powtarzania akcji w kolejnych latach. Aby nie rozsiewać informacji zniechęcających do wojny, cenzura zablokowała większość artykułów w niemieckich oraz francuskich gazetach, jedynie w Wielkiej Brytanii i USA sprawa odbiła się szerokim echem.

W późniejszych latach świąteczne zawieszenie broni odbywało się o wiele rzadziej i na mniejszą skalę. Krwawe bitwy pod Somme i Verdun oraz powszechne używanie broni gazowej bezpowrotnie odczłowieczyły tamtą wojnę.

Najbardziej niesamowite w tej historii jest dla mnie to, że ci żołnierze potrafili podzielić się życzeniami z ludźmi, którzy parę dni wcześniej do nich strzelali, niejednokrotnie zabijając lub raniąc ich kolegów z oddziału. W ten szczególny, świąteczny dzień byli w stanie wznieść się ponad własną niechęć i wojenne podziały. Dla nich Wigilia naprawdę była czasem przebaczenia.

Dlatego życzę Wam i sobie tak ogromnej zdolności do przebaczania i dostrzegania w innych człowieka, nie tylko w Wigilię.

Wesołych Świąt!

 

Recent Posts
Showing 2 comments
  • Cellas
    Odpowiedz

    A zastanawiałes się po co to wsszytko??? Jaki to ma sens? Tradycja, przyzwyczajenie, bo tak trzeba, bo tak wypada, bo inni tak robią .? Dla siebie, dla kogoś, dla nas .? Potrzebujesz tego, czekasz cały rok na ten nastrf3j, na ten dzień , na tą chwilę ? Co czułbyś gdyby tego nie było? Żal,smutek, rozpacz, zadowolenie ulgę a może nic ?Wierzysz, przeżywasz, czujesz . czy tylko spełniasz obowiązek wobec siebie, kogoś bo tak trzeba, bo wypada, bo jesteś zmuszony przez kogoś, dla kogoś ? Warto? Trzeba? To jest piękne, cudowne, wzruszające .? A może jednak pamiętasz z dzieciństwa ten niepokf3j, wyczekiwanie bicie serca .? A może nie czujesz nic ..

  • Maciek Budkowski
    Odpowiedz

    To jest jedna z tych tradycji, które mi się podobają i bardzo chętnie do niej dołączam. :)

Leave a Comment